Wanda Wąsowska – Wywiad

CZY TRADYCJA MOŻE BYĆ NOWOCZESNA?

Czas jesieni, to czas refleksji. Powrót do tradycji. W prawie każdej stajni odbywa się Bieg św. Huberta, czyli Pogoń za Lisem.

Konie pięknie przygotowane, zaplecione grzywy, eleganckie czapraki. Wszyscy jeźdźcy dystyngowanie ubrani, w marynarkach, odświętne bryczesy, oficerki. Niektórzy w czerwonych frakach. Powrót do klasyki. Czas na przemyślenia.

W tym numerze naszym Gościem jest Pierwsza Dama Polskiego Jeździectwa – Pani Wanda Wąsowska. Kobieta wyjątkowa, nieprawdopodobnie czynna, kreatywna, kobieta, która mimo olbrzymich doświadczeń własnych, doświadczeń uczniów i bliskich nadal jest  otwarta na nowości, choć zdecydowanie uważa, że klasyczne zasady pracy w siodle i z koniem to podstawa.

Od momentu kiedy ją poznałam skradła moje serce i duszę. Pomyślałam taką chcę być, za 40 lat! Zawsze elegancka, wychowana w hrabiowskiej rodzinie, z zasadami.

Dom, dworek na warszawskim Służewcu. Meble z rodzinnego domu, wspaniale zachowane, piękne obrazy na ścianach, dziesiątki pucharów. Niepowtarzalny klimat.

 

Pani Trener, co do tej pory było najważniejsze w Pani życiu?

Co najważniejsze w życiu?

Mam dwie wspaniałe córki Agatę i Justynę, które razem z mężem wychowaliśmy, na porządnych ludzi. Rodzina dla mnie jest najważniejsza.

Do tego uważam, że jestem zaradna. Zawsze taka byłam. Od dziecka, gdy pomagałam mamie w utrzymaniu domu podczas okupacji. W dorosłym życiu byłam wielokrotnie odznaczona, w tym  Krzyżem Zasługi. Jestem niezależna. To ważne dla kobiety.

Mam wspaniałe wnuki Paulinę, Karolinę i Pawła, które cały czas chętnie do mnie przyjeżdżają.

Jak  można zdefiniować sukces w jeździectwie ?

Sukces w jeździectwie to jest temat rzeka. Na sukces składa się wiele aspektów.

 – Dobry koń

 – Dobry Trener.

 – Psychika u człowieka. Trzeba mieć bardzo dużo cierpliwości, dokładności. Należy cały czas pogłębiać swoją wiedzę, zarówno praktyczną jak i teoretyczną

 – Zrozumienie dla konia – nie należy się spieszyć z młodymi końmi

Wiesz ja trzykrotnie brałam udział w klinice Monthyego Roberts’a. Dwa razy w stanach i raz w Polsce.

Powiedział, bardzo mądrą rzecz, którą zapamiętam do końca życia:

„Dobry trener słyszy jak koń do niego mówi,

Wybitny Trener słyszy jego szept”.

Jeżeli cykl treningu podlega skali od 0 do 10, to najważniejsza i najdłuższa część jest  od 0 do 1!

Co jest w koniach takiego, że warto poświęcić im życie?

W każdym zwierzęciu jest coś wspaniałego. Nie tylko w koniach. Krowy mają smutne, nostalgiczne oczy, świnki oczy figlarne, to bardzo inteligentne stworzenia. Kocham koty i psy. Tak naprawdę każdemu zwierzęciu można poświęcić część swojego życia. Konie moim zdaniem, mają najwięcej wdzięku. Widok zganaszowanego konia, poruszającego się w kadencji, z lekko podniesionym ogonem. To zjawiskowe widowisko. W moim mniemaniu najpiękniejsze. 

Konie są tak zróżnicowane jak i ludzie. Cała plejada temperamentów i urody. Praca z nimi daje olbrzymią satysfakcję. Ja pokochałam je, gdy byłam małą dziewczynką i tak już zostało.

Co Pani myśli o koniach polskiej hodowli?

Konie, jeśli mogę wybierać, to TYLKO POLSKIE. W czasach komuny jeździłam na koniach państwowych, zaczynałam na wyścigach konnych, najpierw w stajni Pacurki, a później w stajni trenera Antoniego Sulika. Później po skończeniu studiów startowałam w konkurencji  WKKW i skoków, pod okiem trenera Henryka Leliwy-Roycewicza (olimpijczyka z 1936 r.w Berlinie), na koniach z Białki.

W Stadninie Koni w Rzecznej prowadziłam hodowlę bydła, w wolnym czasie  jeździłam konno, na wspaniałych trakenach. W Warszawie zajmowałam się tylko sportem, gdzie pracowałam z państwowymi ogierami (hodowli polskiej). Czas komuny w Polsce to był dobry czas dla stadnin i stad ogierów. Wówczas były duże dotacje, stadniny prowadzili synowie przedwojennych ziemian, którzy byli wspaniałymi fachowcami (panowie Byszewski, Świdziński, Jaworski, Jaworowski, Helak, Pietrzyk, Stróżyński). Tych koni było bardzo dużo i naprawdę mieliśmy z czego wybierać. Uważam, że my Polacy mamy wspaniałe konie. Problem w tym, że jeśli nawet jest koń wybitny i nie trafi na swojego jeźdźca, dobrego jeźdźca, to  nigdy nie pokaże swojej prawdziwych możliwości. Szkoda, że obecnie bardzo dobrzy zawodnicy głównie jeżdżą na koniach hodowli zagranicznej. Ja osobiście jestem zadowolona, że na Elearze – synu mojego Ogiera Nabucco jeździ wielokrotny mistrz Polski w skokach Grzegorz Kubiak. Dzięki temu Elear ma szansę rozwoju i pokazania swoich dużych możliwości.

Czym Pani zdaniem powinien charakteryzować się dobry trener? A czym dobry uczeń? Czy każdy może uczyć każdego?

Nie każdy może uczyć każdego! Dobry uczeń MUSI WIERZYĆ W TRENERA. To jest podstawa, zawodnik powinien słuchać swojego nauczyciela, analizować i być w ciągłej relacji z trenerem. Trener pełni również rolę psychologa, mentora i powiernika.

Trener powinien starać się zrozumieć swojego ucznia. Pracować powoli, do celu dochodzić małymi krokami i sukcesami. W momencie porażki Trener powinien wspierać swojego zawodnika i stawiać nowe cele.

„I fantazje zwierzęcia trzeba wiedzieć, pierwej konia zrozumieć,

Potem na nim siedzieć”.

Co w jeździectwie oznacza „być damą”?

Moim zdaniem Damy to były te Panie, które jeździły w damskich siodłach, które miały piękne fraczki, meloniki, eleganckie spicruty. Prawdziwa Dama była niezwykle kulturalna i z gracją siedziała na koniu. Takie Damy w Polsce to są Ksenia Samsel i Dana Konończuk. Panie w jeździe po męsku straciły dużo kobiecości. Obecnie Dama zdecydowanie powinna mieć zadbanego konia, z czystym rzędem. A najważniejszy jest fakt, czy zachowuje się zgodnie z zasadami savoir vivre.

Ja zawsze startowałam z czerwonym goździkiem w klapie, co było takim moim znacznikiem wśród innych. Moje uczennice też były tak nauczone, a oznaczało to elegancję i szacunek dla sędziów, publiczności i innych zawodników.

Co  sądzi Pani o jeździectwie dzisiaj w Polsce i na świecie; czy jest sposób na to, żebyśmy „dogonili” zachodnich jeźdźców?

Dogonić zachodnich jeźdźców to bardzo trudna kwestia. W 1900 roku, podczas gdy Niemcy robili piaffy i pasaże my zupełnie na czym innym byliśmy skoncentrowani, czyli na skokach i jeździe kawaleryjskiej. Już wtedy, była olbrzymia przepaść w umiejętnościach między nami, w ujeżdżeniu.  Rzadko kiedy udaje nam się wyłapać takie „perełki” jak Kasia Milczarek, Ania Bienias, Beata Stremler, Żaneta Skowrońska i Michał Rapcewicz (uczestnik dwóch olimpiad). Niestety często pieniądze nie idą w parze z talentem. To sztuka trafić zdolnego ucznia, wyjątkowego konia, super trenera i bogatych rodziców. Start w regionalnych zawodach to koszt ponad tysiąca złotych. W ogólnopolskich dużo więcej, a w międzynarodowych sumy sięgają 20 000 zł. Każdy zawodnik powinien mieć stawkę koni, które przygotowuje, a później na nich startuje.

Brakuje nam całego systemu wyłapywania zdolnych jeźdźców i sponsoringu dla nich, co już jest normą w Holandii.

Jeździectwo na świecie jest fenomenalne, wyniki ponad 80% świadczą o olbrzymim profesjonalizmie. U nas chcąc szybko dogonić zachód, często popełniamy błędy, psując konie i stawiając przed nimi zbyt duże wymagania. Młodzież niestety obecnie jest zbyt pewna siebie, brakuje jej pokory i cierpliwości. Wg Musselera ujeżdżenia uczymy się do później starości.  Ja teraz mam dużą większą wiedzę, niż w momencie startu na olimpiadzie. Doświadczenie zdobywa się latami. PAMIĘTAJCIE MŁODZI KOCHANI JEŹDŹCY – MACIE DUŻO CZASU. MIEJSCIE OCZY I USZY OTWARTE. Uczcie się od sprawdzonych trenerów.

A konie w Pani życiu?

Moje konie…. Te które najbardziej kochałam czy te co miały wybitne osiągnięcia?

W moim życiu było bardzo wiele koni. Już jako dziecko miałam w Niemojewie – Kubusia i Baśkę, na wyścigach konnych na Służewcu m. in. Bikanir, Oliwier, Jazon, Liryka, La Salle, Bencemir, Anarchista, Calvados – to te najważniejsze.

W Warszawskim Klubie Jeździeckim były Flirt, Wenard i Ben Cemir.

W Stadninie Koni w Rzecznej były Kopra i Damazy, a w Sopocie Diabana, Kismet i nadal Damazy. W CWKS Legia w Warszawie moje konie to Wenet, Luxor, Pacyfik, Milczan i Ibaden.

Konie, których byłam właścicielką to  Rustan, Weneda, Nabucco, Ariana, Kupidyn, Boska Aida (córka Nabucco) i Damazy II.

Szczególnym koniem był Damazy, na którym startowałam na Olimpiadzie. Miałam go 13 lat, choć rekord pobił mój ukochany Nabucco, który jest u mnie już 18 lat! Wyjątkowo czysty i schludny Milczan po Kassianie, Luxor, który wyjadał mi z talerza kluski z serem, cudowna klacz Kopra. Niestety tak była szczególna, że została sprzedana bardzo bogatemu człowiekowi w Kanadzie.

Pani Trener czy każdy wiek jest dobry na jazdę konną?

Moja Droga mówisz o mnie ? (szczery uśmiech). Jak dobrze wiesz, świetnie sobie daję radę J Właśnie zajeżdżam 3 letnią kobyłkę. Staram się codziennie wsiadać na moje konie i te, które prowadzę w treningu.

Na olimpiadzie w Londynie, wystąpił taki senior, 72 letni Japończyk, Hiroshi Hoketsu, dla mnie przykład dążenia do spełnienia marzenia o olimpiadzie i niesamowitej pracowitości.

Jeśli dopilnujemy bezpieczeństwa jazdy (bezpieczny i miękko noszący koń), dobrej jakości sprzęt oraz mądry i cierpliwy instruktor to można zaczynać i ok. 60tki! Wiadomo też, że z uwagi na wiek  trochę wolniej trwa przyswajanie wiedzy, są to osoby bardziej wymagające od instruktora uwagi, zaangażowania oraz elastyczności stosowania różnych metod szkolenia.

A ci co już jeżdżą całe lata? Całe życie się uczymy. Konie wymagają od nas wytrwałości i determinacji.

Wspaniale jest jak widzę polskich wcale już  nie najmłodszych trenerów na klinikach jeździeckich, którzy weryfikują swoją wiedzę. Sprawdzają czy wskazana przez nich ścieżka to dobra ścieżka.

Ja też u Ciebie, na klinice z tym hiszpańskim Juanem Jose Vertugo nauczyłam się czegoś nowego.

Przy koniach nie można popadać w rutynę !

Cudownie jest oczywiście, jeśli zaczynamy od małego dziecka, w porządnej szkółce lub pod okiem dobrego prawdziwego trenera. Wtedy to jeździectwo dużo łatwiej nam przychodzi.

Pani Trener mam pewien pomysł. Co Pani myśli, aby poprowadziła mi Pani trening na swoim ukochanym koniu Nabucco.  Czy Pani zdaniem dam sobie radę?

Oczywiście że dasz! Toż to normalny koń!

 

Relacja z jazdy.

Piękny skarogniady, o umięśnionej sylwetce ogier. Nigdy w życiu nie powiedziałabym, że ma już 21 lat! Zadbany, dostojny, w obsłudze anioł.

Tyle słyszałam o nim, więc z pewną dozą nieśmiałości wsiadałam na niego. I wiecie co? Super było!

Koń ujeżdżony klasycznie. Współpraca na tip top. Skupiony, nie powiem, że uśmiechnięty, ale z pewnością zrelaksowany, bardzo dobrze odpowiadający na pomoce. Wspaniale ujeżdżony.

Gabarytowo bardzo podobny do mojego konia Hosmera, podobnie noszący i działający na pomoce.

Nabucco mam wrażenie z błyskiem w oku (co oczywiście bardziej czułam niż widziałam). I tutaj się potwierdza teza. Jeśli koń jest prawidłowo ujeżdżony i my jesteśmy prawidłowo nauczeni jazdy konnej, to tak jakbyśmy wsiedli swojego ukochanego samochodu. Doskonale wiemy, które guziki do czego służą, jak używać sprzęgła, odpowiednio używać gazu do potrzeb, ba i dryftem możemy poszaleć.

Nabucco jest wspaniały. Będę pamiętała tę lekcję długo, długo a nawet myślę, że zawsze.

Wykonanie na nim skomplikowanych elementów ujeżdżeniowych (takich jak ciągi, lotne zmiany nogi co tempo, piaffy)  jest zupełnie nieskomplikowane.

Kochani uczcie się od najlepszych! Korzystajcie z wiedzy, z której możecie skorzystać. Bo naprawdę warto! Mówią, że u sąsiada trawa jest bardziej zielona. U nas też jest piękna, wystarczy po nią sięgnąć.

 

Wywiad przeprowadziła Ksenia Samsel, październik 2014 r. Warszawa, Służewiec

fot. Dominika Frej