Odznaki jeździeckie w Polsce – historia, którą pamiętam od środka
Pamiętam moment, kiedy to się zaczęło
Pamiętam jesień 2006 roku.
Dostaliśmy pismo z Polskiego Związku Jeździeckiego – informację o wprowadzeniu systemu odznak jeździeckich.
I o tym, że żeby zarejestrować się jako zawodnik, trzeba będzie posiadać odpowiednią odznakę, chyba że ktoś wcześniej startował i miał to udokumentowane.
To był moment, który poruszył całe środowisko.
W ośrodkach, wśród trenerów – wszędzie o tym mówiono.
Jedni byli zachwyceni.
Inni mówili wprost: „to bez sensu”, „to sztuczny twór”, „to wyciąganie pieniędzy”.
I prawda jest taka, że na początku… my też byliśmy najeżeni.
Bo to było utrudnienie. Kolejny próg. Kolejny warunek.
Ale bardzo szybko pojawiła się u mnie druga myśl. Ja zawsze miałam w sobie potrzebę rozwoju – taką wewnętrzną potrzebę, żeby iść dalej, uczyć się, porządkować rzeczy.
I pomyślałam:
to może być dobre.
Bo ten system miał wziąć na siebie coś, co wcześniej nie było jasno nazwane –
odpowiedzialność za poziom.
Takie sito.
Nie po to, żeby kogoś wykluczyć. Tylko po to, żeby na zawody trafiały osoby, które są do nich choć minimalnie przygotowane.
Bo jeżeli ktoś zdaje egzamin na odznakę, to ma większą szansę przejechać parkur 100 cm niż ktoś, kto tego nigdy nie zrobił.
Oczywiście – to nie jest gwarancja. I bardzo szybko życie to pokazało.
Pierwsze zderzenie z rzeczywistością
Pamiętam moje pierwsze zgrupowanie w 2007 roku.
Przyjechali ludzie, którzy chcieli zdawać odznaki.
I nagle okazało się, że:
- nie wiedzą, co to jest przekątna
- nie potrafią zrobić koła 20 metrów
- nie rozumieją rysunku czworoboku
A to byli ludzie, którzy jeździli 10, 15, a czasem nawet 20 lat.
To było ogromne zderzenie z rzeczywistością.
Chodziliśmy z nimi pieszo. Pokazywaliśmy wszystko krok po kroku. Tłumaczyliśmy podstawy, które – wydawałoby się – powinny być oczywiste.
Dla nich to było trudne. Dla nas – bardzo otwierające oczy.
Skąd w ogóle wzięły się odznaki jeździeckie?
Bo przecież to nie wzięło się znikąd.
System odznak jeździeckich nie jest polskim wynalazkiem.
Został przeniesiony z krajów Europy Zachodniej – przede wszystkim z Niemiec i Austrii – gdzie od lat funkcjonował jako element szkolenia jeźdźców.
Tam jego rola była bardzo jasna:
- uporządkować naukę jazdy konnej
- wprowadzić standardy
- zwiększyć bezpieczeństwo
- stworzyć ścieżkę rozwoju od podstaw do sportu
W Polsce system został wprowadzony przez Polski Związek Jeździecki formalnie w styczniu 2004 roku.
Ale z mojego doświadczenia – i doświadczenia wielu osób w środowisku – dopiero lata 2006-2007 były momentem, kiedy to naprawdę zaczęło funkcjonować w praktyce.
To wtedy pojawiły się:
- pierwsze realne egzaminy
- pierwsze zgrupowania przygotowujące
- pierwsze konkretne wymagania wobec ośrodków
Ogromną rolę w tym procesie odegrał Wacław Pruchniewicz, który współtworzył system szkolenia i przeniósł na grunt polski zachodnią metodykę. To był moment, w którym polskie jeździectwo zaczęło się systematyzować.
Pierwsze egzaminy PZJ – stres i odpowiedzialność
Pierwsze egzaminy to był ogromny stres.
Dla zdających – oczywiście.
Ale też dla nas, jako ośrodka.
Bo nagle okazało się, że żeby przeprowadzać egzaminy, trzeba spełniać konkretne wymagania:
- infrastruktura
- bezpieczeństwo
- organizacja
- przygotowanie ludzi i koni
Nie wystarczyło już „jakoś to zrobić”.
Trzeba było mieć:
- przygotowany czworobok
- parkur
- bezpieczną przestrzeń
- realne warunki do pracy
I to było trudne.
Ale jednocześnie – bardzo potrzebne. Bo ośrodki zaczęły się mierzyć z pytaniem:
– czy my naprawdę robimy to dobrze?
Organizacja, która uczyła więcej niż egzamin
U nas egzaminy odbywały się 5–6 razy w roku. I bardzo szybko zrozumiałam jedną rzecz, egzamin to nie jest tylko sprawdzenie umiejętności
To jest wydarzenie.
I musi być przygotowane nie gorzej niż zawody jeździeckie.
Ze względu na:
- szacunek do ludzi
- szacunek do egzaminatorów
- szacunek do całej ekipy
Ale też dlatego, że to jest pierwszy moment, kiedy wielu ludzi styka się z prawdziwą strukturą jeździectwa. To jest wstęp do świata zawodów.
20 lat później – co ten system naprawdę zmienił. Z perspektywy prawie 20 lat mogę powiedzieć jedno:
TO BYŁA BARDZO DOBRA DECYZJA.
Bo każdy człowiek lepiej pracuje, kiedy ma:
- cel
- kierunek
- kolejne etapy
Odznaki dały właśnie to. Dzisiaj widzę, jak dzieci i młodzież chcą się rozwijać:
- zaczynają od podstaw
- zdobywają kolejne poziomy
- chcą iść dalej
I to działa.
Bo ludzie nie chcą tylko „jeździć dla jazdy”.
Chcą widzieć sens i postęp.
Chociaż bywa też inaczej, wolą w zaciszu, i jeśli robią to z głową, to też dobrze 😊
Dlaczego to działa – aspekt psychologiczny
To, o czym rzadko się mówi, to fakt, że system odznak działa bardzo mocno psychologicznie.
Człowiek potrzebuje:
- struktury
- celu
- potwierdzenia postępu
Egzamin daje:
- motywację („mam do czego dążyć”)
- mobilizację („muszę się przygotować”)
- moment przejścia („udało się!”)
To buduje:
- poczucie sprawczości
- zaangażowanie
- realny rozwój
Bez tego bardzo wiele osób kręci się w miejscu latami.
Co jeszcze jest do zrobienia?
I tutaj widzę coś, co nadal wymaga pracy. Odznaki uporządkowały szkolenie jeźdźców. Ale nie uporządkowały w pełni miejsc, w których to szkolenie się odbywa.
Brakuje standaryzacji:
- stajni rekreacyjnych
- ośrodków szkoleniowych
- obozów jeździeckich
Nie chodzi o „złote klamki”. Chodzi o:
- bezpieczeństwo
- dobrostan koni
- poziom wiedzy instruktorów
- jakość metodyki
Bo rodzice bardzo często nie wiedzą, czego powinni oczekiwać.
I wybierają:
- bliżej
- taniej
A to często oznacza dłuższą drogę, więcej błędów i konieczność późniejszego „odkręcania” nawyków. Co wcale taniej nie wychodzi…
Kierunek na przyszłość
Widzę jednak, że coraz więcej osób chce robić to dobrze.
Świadomie.
Odpowiedzialnie.
Z jakością.
Sama prowadzę konsultacje dla osób organizujących obozy i szkolenia.
I widzę, że ta zmiana się dzieje.
Co dalej
Z perspektywy tych wszystkich lat widzę też, jak ogromne znaczenie ma nie tylko przygotowanie jeźdźców, ale również przygotowanie ośrodka.
Dlatego planuję przygotować osobny, praktyczny artykuł dla właścicieli i instruktorów – o tym, jak dobrze przygotować się organizacyjnie do przeprowadzenia egzaminów na odznaki jeździeckie, szczególnie dziecięce. Bo to nie jest tylko egzamin.
To jest odpowiedzialność – za ludzi, za konie i za jakość tego, co pokazujemy dalej.
Podsumowanie
I bardzo się cieszę, że ten system powstał. Bo mimo wszystkich niedoskonałości, dał kierunek, uporządkował wiele rzeczy i pomógł tysiącom ludzi zrobić pierwszy krok w jeździectwie świadomie.
Ale po tych wszystkich latach wiem jedno:
NAJWAŻNIEJSZE NIE JEST TO, JAKĄ MASZ ODZNAKĘ,
TYLKO JAK JEŹDZISZ – I JAK MYŚLISZ O KONIU.